sobota, 28 listopada 2015

150-lecie Katowic - ARCHIVE & Natalia Przybysz

Cześć wszystkim!


Postanowiłam wziąć się za regularne prowadzenie bloga, tego właśnie bloga. Jako, że ciągnie mnie od zawsze do muzyki, byłam w swoim życiu na dość dużej ilości koncertów i mam niemałą nadzieję, że ta liczba będzie ciągle wzrastała. Cofnijmy się trochę do września, do końca pięknego lata.
Na początku w przygnębieniu machałam na pożegnanie wakacjom, obawiając się, że w szarym i rutynowym jesiennym trybie życia nie znajdę czasu oraz możliwości na rozrywki kulturowe, których mój organizm ciągle łaknie.
Na szczęście, okazja do koncertu zdarzyła się bardzo szybko. Mieszkam na Śląsku i tak się złożyło, że całe województwo huczało o rocznicy Katowic. To znane wszystkim miasto ma już 150 lat! A z tej okazji, w pierwszy weekend września, zostały zorganizowane duże i przede wszystkim darmowe koncerty. Zaproszeni artyści byli ciekawi, a ja - miło zaskoczona. Wraz z moją przyjaciółką oniemiałyśmy się z radości, kiedy dowiedziałyśmy o Archive. Zespół brytyjski, zajmujący się post-rockiem, elektroniką, rockiem progresywnym (jeśli ktoś mocno przywiązuje uwagę do gatunków muzycznych). Uwielbiamy ich utwory i możliwość zobaczenia ich na żywo, za darmo, blisko naszego miejsca zamieszkania była wprost wspaniała.
 
 
Mówiąc krótko - chłopacy dali czadu. Oni wszyscy na żywo są cudowni.
Zespół grał piosenki ze wszystkich płyt, co bardzo mnie ucieszyło. Szczególnie zapadły mi w pamięć utwory takie jak "You make me feel", który zagrali na wejście i wtedy myślałam, że rozsadzi mnie z radości czy "Distorted angels", podczas którego cała publiczność ucichła i klimat był niesamowity.
Jedyne co mi przeszkadzało, to niektórzy ludzie stojący blisko nas. Najzwyczajniej w świecie palili sobie szlugi. Jedną po drugiej. Z przodu, z tyłu, obok nas. Oczywiście, nie uważam, że palenie papierosów to coś karygodnego, ale na koncercie? Oddychanie sprawiało mi czasami trudność, a ochrona stojąca przy barierkach (czyli tuż przy nas) nic z tymi palaczami nie robiła.
Oprócz tego, świetne efekty, świetna akustyka i nawet pogoda była w porządku.
Robiliśmy nawet ten typowy dla ich koncertów gest - Dave i Holly machali rękami w górę i w dół, jakby odprawiali jakieś modły nad całą publicznością, a cała publiczność odwzajemniała gest. Efekt był oszałamiający! Możecie zobaczyć na ich stronie na facebooku jak to wygląda na innych koncertach.
Archive to świetny zespół i mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję ujrzeć ich ponownie na żywo.
Sami artyści wyrazili się pochlebnie na temat tamtego dnia:
 
Poza tym, przed nimi na scenie zaśpiewała Natalia Przybysz. Jedna z moich ulubionych polskich wokalistek, którą już wcześniej widziałam na żywo na koncertach klubowych. Na jej występie również byłyśmy i pomimo drętwej publiczności, bardzo mi się podobało. To pewnie przez urok Natalii, który zawsze niesamowicie na mnie działa. Myślę, że kiedyś dodam osobny post o tej temat. Teraz tylko serdecznie Wam polecam zapoznać się z jej płytą "Prąd" i wcześniejszą płytą "Gram duszy". Natalia ma ogromną siłę w przeponie, tonację niczym soul-jazzowe ciemne panie i do tego świetne piosenki. Uwielbiam też jej wypowiedzi pomiędzy utworami. Na przykład w marcu w MegaClubie, Natalia mówiła nam o jedzeniu chwastów i wywarach z mleczy.
Ogromnie ciekawa osoba!




 
Żałuję, że nie udało mi się być na koncercie zespołu Morcheeba, również na 150-leciu Katowic. Ale za to wybrałam się na Skubasa w moim rodzinnym mieście. O tym w następnych postach.
Do zobaczenia! xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz