piątek, 22 stycznia 2016

wianki, brokat i latające staniki (Florence + The Machine w Łodzi)

 


Cześć kochani! Dawno mnie tu nie było, ale postanowiłam wziąć się na nowo za dodawanie postów i tym razem nie odpuścić tak szybko, zobaczymy jak mi to wyjdzie.

Spotkałam się z wieloma opiniami na temat tego zespołu, opiniami wyjątkowo skrajnymi. Moja mama na przykład lubi go za wyjątkowe brzmienia i teksty, ale według niej głos wokalistki jest "zbyt irytujący". Dla niektórych moich znajomych zaś głos wokalistki jest największym atrybutem, ale te "specyficzne utwory" nie za bardzo im podchodzą. Według innych, kapela jest mainstreamowa i niczym się nie wyróżnia wśród alternatywy.
Jednakże jest też grupa osób, która uwielbia każdego członka zespołu - Roba, Chrisa, Ise, Toma, Road Whorses; która zna każdy tekst piosenki na pamięć, która jest gotowa zrobić naprawdę wiele dla tego zespołu i wreszcie, która w brytyjskiej, rudowłosej wokalistce Florence Welch widzi anioła.
 źródło: google grafika

Tak, mowa cały czas o zespole Florence + The Machine i grupie wielbiących ich szaleńców z Polski - FATM Fan Clubie PL.

Zespół odwiedził nasz kraj 12 grudnia ubiegłego już roku, dając koncert na Atlas Arenie w Łodzi. Wydarzenie zorganizowała firma Go Ahead.

Na co dzień nie słucham takiej muzyki, jaką tworzy FATM, ale posiadam do nich ogromny sentyment. Mam z nimi styczność od kiedy powstała pierwsza płyta (2009 rok), a prawdziwą fanką zostałam w roku 2011. Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo zauroczyła mnie ta grupa i ile piosenek dziennie potrafiłam wysłuchać. Pomimo gruntownych zmian w moim guście muzycznym, miejsce w sercu dla Florencji i Maszyn nadal pozostało.


Na koncercie towarzyszyła mi dwójka przyjaciół - Magda i Tomek, których serdecznie pozdrawiam. Ten dzień nie należał do najłatwiejszych. Ale wszystko się opłacało!

Do rzeczy! Niezawodny polski Fan Club zorganizował trzy akcje koncertowe. Pierwsza, standardowa - ubieramy wianki i sypiemy się brokatem. Druga - rozbieramy się i rzucamy ubraniami. Trzecia - wyciągamy nadmuchane balony z lampkami w środku. Później, pod areną (byłam tego świadkiem) adminki wpadły na następną, kompletnie spontaniczną akcję.

 
Do Łodzi jechaliśmy ponad 2 godziny, zawitaliśmy w Ptaku (łódzkie centrum handlowe) i udaliśmy się pod Arenę. Byliśmy tam o 12:00, jak prawdziwi psychofani. Pod wejściem na strefę Golden Circle czekali już niektórzy, usadowiliśmy się koło nich. Od razu stwierdzam - ludzie byli niesamowici, otwarci i przezabawni. Żałuję, że większości imion nie pamiętam, bo z chęcią utrzymałabym kontakt z wieloma osobami. Było dosyć zimno więc większość z nas zawinięta była w koce termiczne. Z pełnymi plecakami i innymi bagażami wyglądaliśmy jak uchodźcy. Dzieliliśmy się jedzeniem, graliśmy w różne gry towarzyskie (na przykład Dix It), śpiewaliśmy piosenki. Z pomocą kremu Nivea wysmarowaliśmy całą twarz brokatem.

O 18:00, po godzinnym staniu w kolejce, ledwie oddychając, wreszcie zostaliśmy wpuszczeni do środka Areny. Ochrona kazała wszystkim wyrzucać brokat, co było dla nas ogromnym zaskoczeniem. Sama zmuszona byłam do wyrzucenia pół-kilowego worka. Miejsca przy barierkach były zajęte, ale stanęliśmy w rzędzie drugim po lewej stronie sceny.
źródło: fb fanclubu

Emocje były niewiarygodne! Już przy pierwszych brzmieniach "What the water gave me" czułam ciarki na plecach. Florence, rzeczywiście niczym anioł w biało-błękitnej kreacji i promienna niczym wiosenny ptaszek dała z siebie wszystko, co chwilę się uśmiechając, wybiegając do publiczności, zakładając całemu zespołowi wianki  na głowy i powtarzając "We missed you Poland!", "You are the best audience in the world!".


Osobiście, najbardziej przeżyłam piosenkę "Dog Days Are Over". Automatycznie podczas refrenu zdjęłam polar i rzuciłam nim we Florence, a potem jeszcze zdjęłam koszulkę i byłam w samym staniku (jak wiele innych dziewczyn). Skakałam tak, krzyczałam i płakałam z radości. Nawet pocałowałam Magdę, która stała obok (na specjalne życzenie Florence, która krzyczała "kiss each other!"). Flo w pewnym momencie pocałowała gitarzystę - Roba Ackroyda, co sprawiło, że wniebowzięta zaczęłam piszczeć (tak, shippuję Floberta). Wszystkie zrzucone przez nas ubrania trafiły na fundację charytatywną Happy Kids (co Florence już kompletnie wzruszyło po koncercie).
Podczas piosenki "How big how blue how beautiful", nadmuchaliśmy specjalne balony i trzymaliśmy je zaświecone wysoko w górze. Klimat i widok był niesamowity, a Florence powiedziała, że marzyła o czymś takim od bardzo dawna.
Niektórzy przemycili brokat więc i tak wszyscy się nim sypaliśmy, w powietrzu latały ubrania, a nawet staniki - istne szaleństwo!
Ostatni utwór, jaki tamtego wieczoru wykonał zespół to "Which Witch". Uwielbiam tę piosenkę. Zespół nie gra utworów z wydań Deluxe, ale dla nas zrobili wyjątek. Tu wykonaliśmy ostatni gest, właśnie tę spontaniczną akcję wymyśloną pod Areną, parę godzin przed koncertem - wszyscy złapaliśmy się za ręce w ciszy delektując się słowami "It's my own heart...".




Niesamowity koncert, pomimo nie do końca dobrej organizacji, przepychu w kolejce i wulgarnych ochroniarzy. Mam spory niedosyt, dlatego mam nadzieję, że pojawię się na tegorocznej edycji Open'era. W szczególności dlatego, że na tym festiwalu mają pojawić się oprócz FATM-u: PJ Harvey, Foals, Tame Impala i Red Hot Chilli Peppers - artyści bardzo mi bliscy.

Do następnego postu xx


 

sobota, 28 listopada 2015

150-lecie Katowic - ARCHIVE & Natalia Przybysz

Cześć wszystkim!


Postanowiłam wziąć się za regularne prowadzenie bloga, tego właśnie bloga. Jako, że ciągnie mnie od zawsze do muzyki, byłam w swoim życiu na dość dużej ilości koncertów i mam niemałą nadzieję, że ta liczba będzie ciągle wzrastała. Cofnijmy się trochę do września, do końca pięknego lata.
Na początku w przygnębieniu machałam na pożegnanie wakacjom, obawiając się, że w szarym i rutynowym jesiennym trybie życia nie znajdę czasu oraz możliwości na rozrywki kulturowe, których mój organizm ciągle łaknie.
Na szczęście, okazja do koncertu zdarzyła się bardzo szybko. Mieszkam na Śląsku i tak się złożyło, że całe województwo huczało o rocznicy Katowic. To znane wszystkim miasto ma już 150 lat! A z tej okazji, w pierwszy weekend września, zostały zorganizowane duże i przede wszystkim darmowe koncerty. Zaproszeni artyści byli ciekawi, a ja - miło zaskoczona. Wraz z moją przyjaciółką oniemiałyśmy się z radości, kiedy dowiedziałyśmy o Archive. Zespół brytyjski, zajmujący się post-rockiem, elektroniką, rockiem progresywnym (jeśli ktoś mocno przywiązuje uwagę do gatunków muzycznych). Uwielbiamy ich utwory i możliwość zobaczenia ich na żywo, za darmo, blisko naszego miejsca zamieszkania była wprost wspaniała.
 
 
Mówiąc krótko - chłopacy dali czadu. Oni wszyscy na żywo są cudowni.
Zespół grał piosenki ze wszystkich płyt, co bardzo mnie ucieszyło. Szczególnie zapadły mi w pamięć utwory takie jak "You make me feel", który zagrali na wejście i wtedy myślałam, że rozsadzi mnie z radości czy "Distorted angels", podczas którego cała publiczność ucichła i klimat był niesamowity.
Jedyne co mi przeszkadzało, to niektórzy ludzie stojący blisko nas. Najzwyczajniej w świecie palili sobie szlugi. Jedną po drugiej. Z przodu, z tyłu, obok nas. Oczywiście, nie uważam, że palenie papierosów to coś karygodnego, ale na koncercie? Oddychanie sprawiało mi czasami trudność, a ochrona stojąca przy barierkach (czyli tuż przy nas) nic z tymi palaczami nie robiła.
Oprócz tego, świetne efekty, świetna akustyka i nawet pogoda była w porządku.
Robiliśmy nawet ten typowy dla ich koncertów gest - Dave i Holly machali rękami w górę i w dół, jakby odprawiali jakieś modły nad całą publicznością, a cała publiczność odwzajemniała gest. Efekt był oszałamiający! Możecie zobaczyć na ich stronie na facebooku jak to wygląda na innych koncertach.
Archive to świetny zespół i mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję ujrzeć ich ponownie na żywo.
Sami artyści wyrazili się pochlebnie na temat tamtego dnia:
 
Poza tym, przed nimi na scenie zaśpiewała Natalia Przybysz. Jedna z moich ulubionych polskich wokalistek, którą już wcześniej widziałam na żywo na koncertach klubowych. Na jej występie również byłyśmy i pomimo drętwej publiczności, bardzo mi się podobało. To pewnie przez urok Natalii, który zawsze niesamowicie na mnie działa. Myślę, że kiedyś dodam osobny post o tej temat. Teraz tylko serdecznie Wam polecam zapoznać się z jej płytą "Prąd" i wcześniejszą płytą "Gram duszy". Natalia ma ogromną siłę w przeponie, tonację niczym soul-jazzowe ciemne panie i do tego świetne piosenki. Uwielbiam też jej wypowiedzi pomiędzy utworami. Na przykład w marcu w MegaClubie, Natalia mówiła nam o jedzeniu chwastów i wywarach z mleczy.
Ogromnie ciekawa osoba!




 
Żałuję, że nie udało mi się być na koncercie zespołu Morcheeba, również na 150-leciu Katowic. Ale za to wybrałam się na Skubasa w moim rodzinnym mieście. O tym w następnych postach.
Do zobaczenia! xxx

czwartek, 27 sierpnia 2015

pierwszy post!

Witam Was, wszystkich, którzy tu weszliście i którzy to czytacie!

Początki są zawsze trudne, a miałam już w swoim życiu wiele blogów, dlatego wiem o czym mówię. Jednakże, od czegoś zacząć trzeba.

Kim jestem?

Mam na imię Victoria, aczkolwiek wiele osób zwraca się do mnie "Viśnia", ów przezwisko nadano mi już w podstawówce. Stąd nagłówek bloga. Interesuję się muzyką, literaturą i światem filmowym na czym będę się tutaj skupiała. Czytam wszystko - fantastykę, dzienniki, biografie, nowele, science-fiction, poezję, horrory etc. Moi ulubieni autorzy to m.in. Jonathan Carroll, Neil Gaiman oraz Virginia Woolf.
Co do muzyki! Kolekcjonuję płyty, często jeżdżę na koncerty. Kiedyś bawiłam się w klasyfikowanie gatunków i zarzekanie się, że (na przykład) nie słucham popu ani techno ani disco polo. W rzeczywistości, słucham wszystkiego. Chociaż nie da się ukryć, że największą sympatią darzę indie rock, wszelkie odłamy muzyki alternatywnej oraz klasyczny rock. Przykłady zespołów, które uwielbiam: Florence and The Machine, The Black Keys, Kings of Leon, Pearl Jam, The White Stripes, Red Hot Chili Peppers, Foals, St Vincent, Sorry Boys, Hey, Pidżama Porno, The Dumplings, Muse, Kasabian, The xx, Warpaint, Radiohead, Foo Figthers i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność.
Oprócz tego jestem filmomaniakiem. Bywają miesiące, kiedy w kinie jestem co tydzień, a nawet jeśli tak nie jest to oglądam różnego typu ekranizacje online.
Uwielbiam podróże, w miejsca znane wszystkim i w miejsca zupełnie nieznane. Uwielbiam odkrywać. Uwielbiam wernisaże. Uwielbiam wyjątkowych ludzi. Uwielbiam wino. Uwielbiam muszki. Uwielbiam jeździć na nartach, boks damski i bieganie. Uwielbiam gry na ps3 i niektóre na PC. Uwielbiam pisać!

O czym będzie blog?

Jak już wspomniałam, o tym czym żyję. O muzyce - będę pisała moje opinie o płytach, które posiadam lub które miałam okazję przesłuchać. O zespołach/artystach godnych polecenia. I wreszcie zamierzam zamieszczać tu relacje z wszelkich koncertów.
Recenzje książek, moje spojrzenie na literaturę.
Moje opinie o filmach, aktorach, scenarzystach.
Czasem także o grach na ps3 - najczęściej sięgam po survival horrory.
Ale również ujawnię Wam skrawek mojego życia prywatnego w postaci postów o moich podróżach - miejscach, odkryciach, chwilach którymi warto się podzielić.

Czego oczekuję?

Wiem, że nie będzie łatwo i że prowadzenie bloga nie jest wcale taką błahostką.
Jednak będę się starać i dbać o tego mojego malutkiego na razie blogaska!
Chciałabym, że to była wspaniała przygoda dla mnie i dla każdego, kto tutaj wstąpi.
Chciałabym, żeby niektórzy z Was dzięki mnie odkryli jakieś nowe perełki w literaturze, muzyce, kinematografii.
No i oczywiście, będę wniebowzięta, jeśli rozwiną się tu jakieś dyskusje, wymiany opinii i spojrzeń na świat kultury, bo w końcu po to pisze się recenzje!

 Już teraz możecie zaobserwować tego bloga i razem ze mną przeżywać wspaniałą przygodę! Zapraszam! :)

Do zobaczenia w kolejnych postach xxx